Kompleksy I

Kompleksy I

Masterki https://masterki.pl/img/logo.png

Miałam i nadal mam różne kompleksy, ale największym problemem chyba zawsze była dla mnie blizna po oparzeniu na klatce piersiowej

Miałam i nadal mam różne kompleksy, ale największym problemem chyba zawsze była dla mnie blizna po oparzeniu na klatce piersiowej (gdy miałam rok wylałam na siebie wrzątek).

Chociaż nie, przepraszam, nie zawsze. Pamiętam, że w przedszkolu mi ona w ogóle nie przeszkadzała. Wręcz przeciwnie - byłam zadowolona, że mam coś tak nietypowego, co wzbudza ciekawość innych dzieci - od zawsze chyba lubiłam skupiać na sobie uwagę (co było jednak skutecznie tępione i tłumione przez otoczenie).

Pewnego dnia przedszkolanki powiedziały mi, że jako jedyna przy przebieraniu się do leżakowania nie muszę zdejmować podkoszulki, żeby nie pokazywać blizny. Pamiętam moje zdziwienie. Wtedy dowiedziałam się, że blizna to coś wstydliwego i powinnam ją ukrywać.

Późniejsze zdarzenia tylko to potwierdzały. Na pierwszym wakacyjnym obozie poznałam dziewczynkę, która miała podobną bliznę do mojej, tylko na udach. Z powodu tej blizny kąpała się w zestawie złożonym ze stroju kąpielowego i krótkich spodenek typu kolarskiego (wiecie, te ostatnio modne). Twierdziła, że ja mam lepiej, bo łatwiej mi moją bliznę schować.

To też chowałam skrupulatnie. Im byłam starsza, tym dziwniej czułam się jednak w jednoczęściowym stroju. W moim wieku absolutnie wszystkie dziewczyny nosiły bikini. W kostiumie jednoczęściowym występowałam na plaży ja oraz panie 40+. Zaczęłam więc wstydzić się też tego kroju i unikać potrzeby korzystania z niego.

Nigdy nie widziałam w filmach kobiet z bliznami, ale zapamiętałam dialog z jakiegoś filmu (totalnie nie pamiętam, co to był za film), w którym w rozmowie jeden mężczyzna zapytał drugiego, czy tamten mógłby związać się z kobietą z blizną. Zapytany odpowiedział krótko: nie. Pamiętam, bo zrobiło mi się bardzo nieprzyjemnie.

Kiedy zaczęły się pojawiać relacje romantyczne w moim życiu, wymyśliłam teorię, że dobrze, że mam bliznę, bo zabezpieczy mnie to przed niewłaściwymi chłopakami. Niestety blizna nie uchroniła mnie przed wpakowaniem się w przemocowy związek.

Jeden z chłopaków, który chciał być pewnie wspierający, przekonywał mnie, że powinnam nosić dwuczęściowy strój, po to, żeby inne dziewczyny widziały, że mam chłopaka mimo blizny...

Jakoś ta argumentacja do mnie nie trafiła.

Inna sytuacja, która utwierdziła mnie w moim „wstydzie” to wydarzenie z czasów liceum. Na wyjeździe wakacyjnym moja - wtedy 16-letnia - koleżanka związała się z ponad 30-letnim facetem, prowadzącym zajęcia teatralne (atrakcja wyjazdu - sic!). Mężczyzna przyznał się jej, że razem z drugim prowadzącym, również dorosłym mężczyzną, podglądali nas (!), kiedy przebierałyśmy się w pokoju... Poinformował ją, że może i mam zgrabne nogi, ale przez tę bliznę by się mną nie zainteresował…

Także tak. Zmianę mojego myślenia sprowokowały dopiero pojawiające się coraz częściej inne narracje. Zaangażowane konta (między innymi instagramowe), gdzie pierwszy raz zobaczyłam zdjęcia przedstawiające piękne kobiety z różnymi „niedoskonałościami”, w tym podobne do tych, które znam ze swojej codzienności. Pewne siebie i w ogóle nie zawstydzone. Bo niby czym? Ale to pojawiło się w moim zasięgu dopiero, gdy byłam już dorosła... Żałuję, że nastoletnia wersja mnie była pozbawiona takiego wsparcia. Nadal nie czuję się komfortowo w ubraniach odsłaniających bliznę, ale przepracowuję temat tiptopkami i widzę pewną poprawę.

Jestem bardzo wdzięczna osobom, które aktywnie starają się normalizować ciało w każdej formie i odsłonie i walczą z przymusem „doskonałości” - to ogromne wsparcie i otucha.

Oceń artykuł